Strażacy z Poręby Spytkowskiej przekazali pieniądze dla płonącej Australii w Pałacu Prezydenckim

W dniu 13 lutego o godz. 13 w Pałacu Prezydenckim w Warszawie obecności Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Warszawie nastąpiło przekazanie na ręce ambasadora Australii Lloyda Brodricka przez druhów z Ochotniczej Straży Pożarnej w Porębie Spytkowskiej kwoty ponad 420 tysięcy złotych, zebranej w przeprowadzonej zbiórce publicznej przeznaczonej na zakup niezbędnego sprzętu do ratowania życia ludzi i zwierząt poszkodowanych w ogromnych pożarach jakie miały miejsce w Australii. W bogatej, pełnej wzlotów i upadków historii OSP w Porębie Spytkowskiej dzień 13 lutego 2020r jest bez wątpienia datą historyczną. Nie często się zdarza, żeby druhowie małej Ochotniczej Straży Pożarnej mieli okazję być gośćmi w pałacu prezydenckim i na ręce ambasadora obcego państwa przekazywać, bądź co bądź, w naszych realiach naprawdę imponującą kwotę, aby pomóc poszkodowanym na drugiej półkuli naszego globu. Prawdę mówiąc, coś takiego zdarzyło się chyba po raz pierwszy. Pożary w Australii, które zdarzają się corocznie w porze letniej, mają rozmiary wręcz niewyobrażalne w naszych europejskich warunkach. No bo jak sobie wyobrazić, że objęty pożarami obszar to kilka milionów hektarów i swoimi rozmiarami  (jak podają media)  jest równy Austrii?  Przejmujące sceny w telewizji poruszały miliony ludzi na świecie. W pożarach buszu zginęły miliony zwierząt. W światowych mediach swego rodzaju symbolem ginących zwierząt stały się misie koala – biedne przytulaki, które ginęły w płomieniach, lub uratowane przez ludzi, musiały zostać następnie poddane eutanazji, aby skrócić ich cierpienie wywołane ogromnymi oparzeniami.

Druhowie z Poręby Spytkowskiej, widząc tak dramatyczne sceny, zareagowali w typowy dla ratowników sposób – no nie patrzmy tak, tylko zróbmy coś! To jest właśnie różnica pomiędzy ratownikami i zwykłymi ludźmi. Zwykli ludzie współczują, a ratownicy współczują i w związku z tym coś robią. Jest to więc „współczucie w działaniu”. Coś tak jakby „słowo stawało się ciałem”. Ale co zrobić, jak tragedia dzieje się  na drugiej półkuli? Postanowili zrobić zbiórkę publiczną i kupić jakiś potrzebny sprzęt, aby w ten w sposób wspomóc swoich kolegów z Australii. Nigdy nikogo z nich w życiu nie widzieli i nikogo nie znają, ale wszyscy strażacy na całym świecie to jedna rodzina. Łączy ich duchowe pokrewieństwo i taki specyficzny gen, który każe iść na pomoc bez oglądania się na innych, kiedy pomoc jest potrzebna. Bycie strażakiem to nie jest zawód, to powołanie, specjalny dar nie każdemu dany. Dlatego strażacy z całego świata tak doskonale się rozumieją, choć nie zawsze potrafią się porozumiewać w określonym języku.

Przy ogromnej pomocy Wydziału Promocji Urzędu Miejskiego w Brzesku rozpoczęli więc zbiórkę. Kierowani genialną intuicję, do materiału promującego zbiórkę dołączyli film pokazujący Lewisa – 14-to letniego misia koala, który co prawda został  uratowany z pożaru, był jednak tak poparzony na całym ciele, że musiał zostać poddany eutanazji, aby skrócić jego cierpienia. Potocznie określa się koala misiami, co sugeruje że jest to gatunek jakichś małych niedźwiadków, ale tak naprawdę koala należy do torbaczy i pokrewieństwem bliżej mu do kangura niż niedźwiedzia. Te sympatyczne słodziaki w czasie kiedy akurat  nie śpią, zajmują się głównie konsumowaniem liści eukaliptusa. Nie są szybkie, nie potrafią uciec przed szalejącym pożarem. Biedny Lewis umierając poruszył serca kilkunastu tysięcy Polaków – ludzi mieszkających na drugiej półkuli, którzy odpowiedzieli na wołanie druhów z OSP w Porębie Spytkowskiej „zróbmy coś” i w ciągu kilkunastu dni od 5 do 22 stycznia zebrali kwotę ponad 450 tysięcy złotych, które to środki zostaną przeznaczone na ratowanie, między innymi, właśnie misiów koala – pobratymców Lewisa, których można skutecznie leczyć.  Środki zostaną przekazane do Fundacji Parków Narodowych i Dzikiej Przyrody im. Tadeusza Kościuszki, jednego z największych i najpiękniejszych Parków Narodowych w Australii.

Strażacy z OSP w Porębie Spytkowskiej jak mało kto rozumieją co to znaczy pożar i zniszczenie. Jak bardzo wtedy potrzebna jest pomoc i wsparcie ludzi dobrej woli. W swojej bogatej historii doświadczyli skutków dramatu jakim jest pożar – ich siedziba, remiza OSP została doszczętnie strawiona przez pożar. Stracili dosłownie wszystko i przez lata byli pogorzelcami. Ludzie o sercach ratowników, nie mogli ratować bo po prostu nie mieli czym. Mieli tylko ręce gotowe aby nieść pomoc. Po latach odbudowana została remiza. W 2001r. dostali wyeksploatowanego żuka. Dla druhów zaczęła się jakby nowa epoka. Byli bardzo szczęśliwi i dumni z żuka, z którego dumne mogłoby być nawet renomowane …… muzeum pożarnictwa. Takie były czasy, że lokalne jednostki strażackie musiały ratować ludzi i mienie przy pomocy sprzętu muzealnego i jeszcze się cieszyć, że maja choć taki sprzęt. Dzisiaj w wielu miejscowościach, nadal nie jest specjalnie lepiej.

Obecnie Ochotnicza Straż Pożarna Porębie Spytkowskiej należy do jednej z najprężniej działających jednostek w gminie Brzesko i całym powiecie brzeskim. Powiedzenie „prężnie działająca jednostka” to takie ogólnie przyjęte określenie, które trzema wyrazami nazywa setki a może nawet i tysiące godzin przepracowanych społecznie. Dzięki temu poświęceniu powstaje coś z niczego. Tak jest zawsze i wszędzie, gdzie żyją ludzie o duszy społeczników,  ludzie którzy są „solą ziemi”.  OSP w Porębie Spytkowskiej odrodziła się jak Feniks z popiołów i może być natchnieniem oraz wzorem do naśladowania dla tych, którzy mają obecnie trudniejszy czas.

Druhowie dysponują dwoma samochodami ratowniczymi, z których jeden osobiście sprowadzili z Niemiec i ogromnym wysiłkiem pracy oraz kosztów przerobili i dostosowali do własnych potrzeb. Historia sprowadzenia tego samochodu sama w sobie warta jest osobnej opowieści. W szeregach OSP służy kilkudziesięciu druhów. Wszyscy są doskonale wyszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej. Istnieje i dynamicznie działa Dziecięca Drużyna Pożarnicza, która jest zapleczem przyszłych kadr i pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość, bo wiadomo że przyszłość każdej instytucji opierającej się na wolontariacie, zależy od wychowania kolejnych roczników młodych ludzi, którym nigdy nie będzie obojętne że ktoś potrzebuje pomocy. Wrodzona wrażliwość połączona z odpowiednim wychowaniem  daje gwarancję, że kolejne pokolenia godnie przejmą bogatą tradycję i nie przyniosą wstydu swoim starszym kolegom.

OSP w Porębie Spytkowskiej organizuje Małopolskie Dni Ratownictwa, które pokazują różne aspekty ratownictwa i są imprezą naprawdę imponującą. W ubiegłym roku licznie przybyli uczestnicy i widzowie mieli nawet możliwość podziwiać inscenizację akcji ratowniczej przy użyciu śmigłowca. To wszystko robi straż, która jeszcze kilkanaście lat temu była na dnie upadku i wydawało się, że nie ma już dla niej ratunku. Dzisiaj zapisała kolejną złotą kartę w swojej bogatej historii.

 

___

Jan Waresiak – Życie Brzeska




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *